2019.06.22 Narodziny Twilight Jak Malowanej

2019.06.22 Narodziny Twilight Jak Malowanej

Dodaj do porównania
Zapytaj o produkt:

Jeżeli powyższy opis jest dla Ciebie niewystarczający, prześlij nam swoje pytanie odnośnie tego produktu. Postaramy się odpowiedzieć tak szybko jak tylko będzie to możliwe.

E-mail:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
Pytanie:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
pola oznaczone - To pole jest wymagane do złożenia zamówienia. - są wymagane
Poleć ten produkt:

Jeżeli chcesz poinformować swojego znajomego o koniu, który Twoim zdaniem może go zainteresować, skorzystaj z poniższego formularza.

Do:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
Możesz podać więcej adresów e-mail, rozdzielając je przecinkami
Podpis:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
Treść:
To pole jest wymagane do złożenia zamówienia.
pola oznaczone - To pole jest wymagane do złożenia zamówienia. - są wymagane
PEŁEN OPIS

     Olbrzymia awaria sieci „Orange”, dostarczającej nam internet do stajni, musiała być akurat w te ostatnie dla Starling dni przed porodem. Dzisiaj (21.06.2019) zacinająca się kamerka denerwowała mnie dwa razy bardziej. Obraz zamiast pokazywać płynne ruchy aktualizował się co minimalnie pół minuty. To długo żeby zauważyć niewielkie sygnały jakie wysyła klacz przed porodem. Dodatkowo Starling uwielbiała mnie zaskakiwać i skrycie szykować dla mnie wszelkie niespodzianki. Tak więc i tym razem spokojnie jadła siano pokazując mi się co około minutę w okolicach żłobu. Jak zwykle łapczywie wciągnęła kolację i … zadzwonił dzwonek do drzwi mojego domu. Dawno nie widziana koleżanka musiała mi opowiedzieć jaki jest jej nowy dom, co u jej maluszka, dlaczego jeździ innym autem i czemu właściwie wciąż nie spotkałyśmy się na spokojną, babsko plotkarską kawę. Wesoło gadałyśmy, nie mogąc się rozstać przez dobre pół godziny. Z uśmiechem na ustach wróciłam zamykając za nią drzwi i odpaliłam kamerkę. Noszzz głupia, znów nie chce mi pokazać obrazu, a nie widzę nic w takim ustawieniu. Jakby się tak przyglądnąć konkretnie to może jedną białą nogę Starling w rogu ekranu… Chwilunia! Ale Starling nie ma białej nogi!!! Wytężyłam wzrok i dotarło do mnie, że to źrebięce kopytko owinięte workiem omoczniowo – owodniowym. Sygnały telefonu stajennego dłużyły mi się w nieskończoność. W końcu odebrał i usłyszałam tylko jak biegnie do boksu i rozdziera barierę dzielącą noworodka od naszego świata. Oddycha??? Nie wiem czy Orange miało tez trudności z przesyłem głosu, ale wydawało mi się, że z godzinę trwało zanim stajenny odpowiedział wyczekane „Oddycha!”. Ufff… Chwyciłam co było pod ręką i dotarłam do stajni w 15 minut.

     Szłam korytarzem naszej nowej stajni hodowlanej gdzie we wszystkich boksach ciekawsko przyglądały mi się matki ze swoimi maluchami. Było ich aż 5. Rekordowo w tym roku… Wszystkie zdrowe, silne i wesołe. Wspaniały widok. Na szczycie widziałam jednak ślicznie zarysowaną, wygiętą szyję i rosły grzbiet mojej ukochanej Starling. Do uszu dobiegło mi całkiem donośne rżenie nowego, szóstego dziecka. „Dobry wieczór” odpowiedziałam i otworzyłam drzwi. U moich stóp, tuż przy wrotach, leżała spora, kara klaczka. Mimo, że długość jej życia liczona była na razie w nastu minutach, nie dawała za wygraną w walce z oderwaniem się od słomy. Już po chwili stała na nogach co było moim ogromnym zaskoczeniem, bo nawet nie zdążyłam wyciągnąć aparatu żeby zrobić jakieś zdjęcia. Była idealnie wyprostowana, stabilna i pewna tego, że chce już iść i znaleźć coś co pozwoli jej zaspokoić nieodgadnioną jeszcze potrzebę ssania. Patrzyłam jak doskonale radzi sobie z pierwszymi zadaniami swojej egzystencji i jak ciepłą opieką otacza ją Starling. Mama dała sobie radę wspaniale ze wszystkim i nie wyglądała w ogóle jak klacz w połogu. Obserwowałam własnym oczom nie wierząc jak kara istotka przemierza coraz to dalsze dystanse i po pół godziny kłusuje wokół matki zgrabnym ruchem bez zawahania. Przy każdym kółku z gracją schylała się żeby przebiec cierpliwej Matce pod brzuchem. Robiła to bez żadnego wysiłku i w równowadze, która zdawała się dawać jej ogromną satysfakcję i radochę. Moją uwagę przykuł jednak fakt, że na czole ma odmianę w kształcie księżyca, a dziś jak na złość, wcale go nie ma mimo dość późnej pory i zmierzchu. 21 czerwca wypadło w tym roku przesilenie letnie: moment w którym oś obrotu Ziemi jest najbardziej wychylona w stronę Słońca. Mieliśmy najdłuższy dzień i najkrótszą noc 2019r. Najfajniejszy dzień roku i czarujący zmierzch, który koił upał. Twilight (ang. zmierzch) będzie idealnym imieniem! Będzie zawsze przypominało nam o dniu wypełnionym Słońcem najdłużej jak się dało i który wybrała sobie mała klaczka z księżycem na czole. Jednocześnie narodziny źróbki, niczym zmierzch w upalny dzień, przyniosły nam ulgę od napięcia towarzyszącego całemu sezonowi hodowlanemu. Twilight dostarczyła nam ogromną falę euforii i dała pretekst do otwarcia butelki dobrego wina. Pierwszy kieliszek za 100% zdrowe wyźrebienia. Drugi za cudowną, karą istotę, która już idealnie pasuje do naszego stadka matek :)

pixel