
Wieczorną pora zamykałam stajnię. Postanowiłam na koniec przygotować wiaderka do meszu na rano i poszłam po nie do paszarni, po ciemku. Usłyszałam, że stojąca obok Saheylu sika, ale nie przerywając jedzenia. Wydało mi się to o tyle dziwne, że nawet nie nastawiła się do tego charakterystycznie. Szybko stwierdziłam, że czas zapalić światło, bo odchodziły wody płodowe. Nic dziwnego, bo Saheylu była już 5 dni po terminie. To było moje najszybsze przebiegnięcie korytarza do włącznika, a i tak gdy wróciłam, widać już było maleńkie kopytka. Poród przebiegł błyskawicznie, a źrebię okazało się super silne i sprytne. Piękna i bardzo wysoka klaczka doskonale radziła sobie z pokonaniem wszystkich trudności startu w życie i bardzo szybko trafiła do wymienia. Mieliśmy kilka przygód po drodze, które możecie zobaczyć w dzisiejszej fotogalerii, gdzie czeka na Was także film z całego wydarzenia. Teraz czas na wybór imienia, którego nadanie, jak nigdy, sprawia mi ogromne trudności. A to wszystko chyba przez ciekawą symbolicznie, która towarzyszyła narodzinom wyjątkowej i długo wyczekiwanej klaczki po ogierze Secret.